.

noclegi w Hamburgu

...::: Hamburg 23.07.2010

Poniższe opisy pobytu nie wynikają z potrzeby ekshibicjonizmu, ale z przeświadczenia, że należy przekazać "sprawozdanie" tym, którzy nam pomagają, aby wiedzieli, że ich pomoc to konkretne działania, konkretny cel, konkretne dziecko, namacalny dowód na to, że to dzięki Wam odmienia się życie człowieka.


Do Hamburga przyjechaliśmy 22 lipca po 12 godzinach jazdy samochodem. W kolejnej godzinie nastąpiły wszystkie formalności związane z rejestracją, płatnością i wskazaniem pokoju w przyszpitalnym hotelu. Po czym skierowano nas na oddział chirurgiczny. W pokoju pielęgniarek niespodziewane bardzo miłe powitanie, bo głośne „Dzień dobry” było lepsze niż niemieckie „Guten Tag”, ku naszemu zdziwieniu odpowiedź była również po polsku, a to za sprawą Oli, studentki medycyny, mieszkanki Hamburga  przebywającej na praktyce w klinice. To Ola szorstkie niemieckie medyczne terminy umiejętnie zamieniała na polski. Choć angielski jest standardem począwszy od pielęgniarki, skończywszy na lekarzach, miło było wiedzieć, że możemy liczyć na pomoc Oli. Jak się później okazało, obserwowała zabieg Marcina, więc mieliśmy relację z pierwszej ręki :) Dziękujemy Olu.

Po tym niecodziennym spotkaniu skierowano nas do jednoosobowej sali, która pomimo braku wykładziny ;) bardziej przypominała pokój hotelowy niż salę szpitalną. Później przychodzili do nas kolejni specjaliści m.in. anestezjolog i chirurg, by porozmawiać o jutrzejszym zabiegu. Zaplanowano go na 23.07.2010, na 8 rano pod przewodnictwem Dr. Rolfa Habenichta.

23.07 o 7.20 przy Marcinie już krzątały się siostry. Mały pacjent wylądował w specjalnym wdzianku, a na rozluźnienie dostał "cudowne kropelki" (chyba Tramal), które sprawiły, że wszystko przyjmował z uśmiechem na twarzy. O 7.55 w eskorcie m.in. Oli wyjechał z sali i zniknął nam z oczu za drzwiami windy. Nie powiem - stres się pojawił, oddaliśmy przecież nasze dziecko pod opiekę kogoś całkiem obcego. Z drugiej jednak strony wszystko, każde spotkanie z lekarzami, każdy gest pracowników i całe otoczenie wywoływało pozytywny odbiór. To pacjent jest tu najważniejszy; ma się wrażenie, że cały personel jest tu dla nas i doskonale wie, co robić na każdym kroku. Przecież robią 3000 operacji rocznie, muszą być najlepsi.

Czekaliśmy w sali 1,5 godziny. Potem przyszła siostra, poinformowała, że jest już po zabiegu i zapytała czy chcemy zobaczyć Marcina (ciekawe jakiej odpowiedzi się spodziewała). Zjechaliśmy windą do sali pooperacyjnej, gdzie wybudzały się dzieciaczki po zabiegach. Zanim Marcin się obudził, spędziliśmy tam ok. 30 minut. W tym czasie miałem wrażenie, że za drzwiami jest jakaś taśma produkcyjna, na której "naprawiają" dzieci. Co kilka minut pojawiał się kolejny mały pacjent z bandażem na nodze lub ręce. Imponujące tempo.

Kolejne dni spędziliśmy na obserwacji Marcina, zmianie opatrunków, spacerach, rehabilitacji (podczas dystrakcji naciągają się ścięgna, co powoduje przykurcze palców, które należy bezwzględnie i systematycznie minimalizować poprzez ich prostowanie) i nauce obsługi tytanowo-stalowej konstrukcji.

W czwartek 29 lipca pod wymagającym okiem Dr. W.Hulsemann i Dr. M.Manna przeszliśmy pozytywnie ostatni test kręcenia śrub - mogliśmy wracać do domu.


Kilka praktycznych informacji dla tych, którzy są przed.

1. Wymagania szpitalne ograniczają (ze zrozumiałych względów) pobyt z dzieckiem do tylko jednego rodzica. Dla drugiego rodzica szpital posiada dodatkowe wolne pokoje, które udostępniane są w miarę możliwości (nam udało się skorzystać z takiego pokoju przez 4 noce, za dobę płaciliśmy 15 euro). Pozostałe noce = samochód na parkingu = koszt: bezpłatnie ;)

2. Wokół kliniki są domy prywatne i motele, w których można wynająć pokój; koszt od 40 euro za dobę,

3. Pacjent w szpitalu otrzymuje 3 posiłki dziennie, smacznie i dużo. Rodzic decyduje, co dziecko będzie jadło układając codziennie menu z dostępnych składników.

4. Dla rodziców na terenie szpitala są dwie jadłodajnie. Obiad kosztuje ok. 5 euro. Nam nie smakowało, wolałem chińskie zupki.
5. W szpitalu jedna łazienka z prysznicem przypada na dwa pokoje, ale dodatkowo jest też prysznic dla gości - czyściutko i komfortowo.

6. W szpitalu na noc (od godz. 21) może pozostać tylko jeden opiekun. Za to w ciągu dnia nie trzeba wychodzić bo obchód, bo obiad, bo rehabilitacja, bo mycie podłogi...pełen luz i uśmiech, chcesz to siedzisz nie chcesz to idziesz z dzieckiem na plac zabaw albo karmić kaczki nad staw. Atmosfera jak w akademiku tylko sesji nie ma ;)

7. Żadnych fartuchów czy foliowych butów, pełen luz i uśmiech.

8. Pieluchy dla małego pacjenta zapewnia szpital.

Podsumowując pierwszą operację nie mamy odniesienia do operacji w warunkach polskich (nasze skierowanie na operację leży i czeka w UM w Poznaniu od stycznia 2009, przez ten czas nikt się z nami nie skontaktował), ale jeśli jeszcze raz mielibyśmy wybierać miejsce, postąpilibyśmy tak samo, wybralibyśmy Hamburg. Co prawda to dopiero początek (przed nami jeszcze klika operacji), ale wierzę, że standard w Hamburgu może być tylko lepszy (choć nie widzieliśmy nic, co można by poprawić, no może jadłospis na stołówce powinien zawierać elementy polskie np. schabowy, pierogi...). Równocześnie wiemy, że możemy leczyć nasze dziecko w najlepszym szpitalu, dzięki Tobie i Twojej pomocy, za którą jesteśmy bardzo wdzięczni.

Ewa i Piotr