.

...::: Hamburg 12.08.2011

Piąta wizyta w Hamburgu odarta jest już całkowicie z odkrywania nowego. Kolejny tysiąc kilometrów za nami; kolejny tysiąc, dzięki któremu Marcin traktuje tę podróż jak niedzielną przejażdżkę. 10 godzin jazdy i znowu o 13.00 w czwartek 11 sierpnia 2011 zaczynamy kolejny krok w naprawę rączek Marcina. Procedura niezmiennie ta sama, sekretariat-kasa-oddział, odwiedziny anestezjologa, chirurga, zdjęcia rentgenowskie. I tu niespodzianka. Ze zdjęć RTG wynika, że drut, który Marcinowi wszczepiono w listopadzie 2010 w lewą rękę , jest w dwóch kawałkach…ups... Twardy drut ze stali chirurgicznej złamał się wewnątrz ręki…kiedy, jak, gdzie…nie wiemy. Jak to wyjaśnić lekarzom, że nie upilnowaliśmy dziecka. Nie mamy żadnej wersji na swoją obronę. Po powrocie na oddział z RTG, pani Doktor Hulsemann spokojnie wyjaśnia, że to się zdarza, że nie jesteśmy pierwsi, że to jest wkalkulowane itd…Konsekwencją złamanego drutu będzie pozostawienie wewnątrz kanału szpikowego dłuższej jego części. Zostanie usunięty jedynie krótszy fragment z dłoni. Druga niespodzianka to fakt, że lewa ręka ucieka do pierwotnego stanu. Recepta na to zdaniem pani Doktor to zakładanie ortez na noc do końca wzrostu kości czyli jeszcze jakieś 18 lat !!! Przekazano nam też, że Marcin jedzie na stół jako pierwszy o 8.00 w piątek 12.08.2011. Operację poprowadzi Dr. R.Habenicht, a jej zakres to usunięcie drutu z lewej dłoni i założenie dystraktora (fixatora) na prawą rękę.

Piątek 7.15 to aplikacja Marcinowi „kropelek szczęścia” i oczekiwanie na godzinę 8.00. Mimo, że wiemy już jak to wygląda i czego się możemy spodziewać, stres pojawia się w momencie kiedy Marcin znowu znika za drzwiami bloku operacyjnego. Kłębowisko pytań do samych siebie, m.in. czy wszystko będzie dobrze, jak zniesie kolejną narkozę, kolejny ból i naciąganie wszystkich struktur przedramienia. Czy wróci do nas pogodny i radosny, taki, jaki był do tej pory.

Po trzech godzinach jesteśmy już przy Marcinie i widać, że znieczulenie było silniejsze – dłużej się wybudza, a i humorem nie grzeszy. Prawa ręka ma silniejszy przykurcz, więc podczas operacji nie mogli jej wygiąć tak daleko jak lewej. Zaraz po operacji ustawiona jest pod kątem prostym do przedramienia, a pierwszy etap to zwiększenie odległości pomiędzy dłonią a kością łokciową. Trzeba ją zwyczajnie naciągnąć (scięgna, żyły, skóra…), by można było zacząć ją prostować.Widać to na zdjęciach RTG. Dlatego też kolejne 4 miesiące to praca z dystraktorem i rehabilitantem – więc następna operacja nie w listopadzie, a prawdopodobnie w styczniu 2012. Kolejne dni to szpitalna wegetacja odmierzana wizytami w pokoju zabiegowym i posiłkami. Pobudka, kręcenie śrub, śniadanie, spacer, obiad, spacer, kolacja, mycie i spanie Dzień świstaka przez 7 dni. Wypuścili nas we czwartek. Rodzice ogarnięci, wiedzą jak zmieniać opatrunki i kręcić śrubami, rany dobrze się goją, więc możemy jechać do naszego starszego syna Szymcia.

Do zobaczenia we wrześniu na kontroli.

rodzice Marcina